ЛЮДИ,  НАШЕ 30-ЛІТТЯ,  Наші статті

Mniejszość, która rośnie w siłę…

Z dr. Andrzejem Nikitorowiczem rozmawiała Ludmiła Łabowicz

Rodzenie się tożsamości ukraińskiej na Podlasiu coraz częściej budzi zainteresowanie w środowiskach naukowców, głównie socjologów. Kwestię tę w swoich publikacjach poruszali m.in. prof. Włodzimierz Pawluczuk czy prof. Andrzej Sadowski z Uniwersytetu w Białymstoku, jednak gruntownie tematem tym zajął się młody białostocki socjolog dr Andrzej Nikitorowicz. Rezultatem jego zainteresowań stała się książka „Ukraińcy Podlasia. Dylematy tożsamościowe”, która ukazała się pod koniec 2014 r. Z autorem publikacji rozmawia Ludmiła Łabowicz.

— Ukazała się Pana książka „Ukraińcy Podlasia — dylematy tożsamościowe”. Czego dotyczy?

— Książka powstała na podstawie pracy doktorskiej „Procesy tworzenia się (konstruowania) małego narodu (kulturowego) na przykładzie mniejszości ukraińskiej w województwie podlaskim”. W latach 2012-2013 przeprowadziłem badania, opierające się o wywiady pogłębione, dotyczące przemian tożsamościowych w województwie podlaskim. Razem z moim promotorem, profesorem Andrzejem Sadowskim, doszliśmy do wniosku, że byłoby ciekawie przyjrzeć się, jak przez ostatnie 25 lat, czyli od momentu przemian demokratycznych w Polsce, zmieniał się obraz tożsamości narodowej wśród mieszkańców województwa podlaskiego, ze szczególnym uwzględnieniem odradzającej się na tym obszarze tożsamości ukraińskiej. Chodziło o przyjrzenie się tożsamości osób, które w latach 80., przed 1990 rokiem najczęściej uznawały się za Białorusinów czy Polaków, a po roku 1989 roku z pewnych względów zaczęły świadomościowo ewoluować w kierunku tożsamości właśnie ukraińskiej oraz tworzyć struktury ruchu ukraińskiego. Zadaliśmy sobie pytanie, dlaczego tak jest. Postawiliśmy główną hipotezę — czy z tej grupy, która rewitalizuje, odtwarza swoją tożsamość narodową, może powstać tak zwany naród kulturowy, czyli taki naród, który skupiałby się głównie na pielęgnacji swojej własnej kultury. Naród ten odróżniałby się zarówno od większości w kraju, jak i od innych mniejszości, ale z drugiej strony byłby mały liczebnie i nie dążył do reprezentacji politycznej. Jego cechą miałaby być autochtoniczność, czyli „bycie stąd”. Ukraińcy w województwie podlaskim, jak się im przyjrzymy, wszystkie te warunki spełniają. Odróżniają się zarówno od grupy większościowej, jaką są Polacy, jak też od innych mniejszości. Zresztą, sami są swej odmienności świadomi.

Na czym Ukraińcy Podlasia budują swoją tożsamość?

— Podstawą odróżnienia jest język, na co bardzo często sami zainteresowani się powołują, zwłaszcza że gwary podlaskie, jak udowodnili językoznawcy, prowadząc badania w latach 70. czy 80. i później (można tu wspomnieć chociażby „Atlas gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny”), zostały zakwalifikowane jako gwary ukraińskie. W wywiadach, które prowadziłem, większość Ukraińców Podlasia bardzo często akcentowała, że posyłano ich do szkół, gdzie mówiono im, że są Białorusinami oraz kazano chodzić na lekcje języka białoruskiego jako języka ojczystego. Oni jednak już od razu czuli, że coś jest nie tak, że ich język to nie jest język białoruski. Po pierwsze więc podstawą tożsamości ukraińskiej jest język — posługiwanie się gwarą albo pochodzenie z rodzin, w których rozmawiano gwarą.

Po drugie bardzo ważne jest położenie geograficzne — pochodzenie z Podlasia między Bugiem a Narwią. To jest ten teren, który Ukraińcy w województwie podlaskim uważają za swoją „małą ojczyznę”, czyli do tego terenu się odwołują.

Kolejne różnice to historia, kultura i religia prawosławna, która na pewno odróżnia od większości. Ogromna część tej grupy z tą religią się identyfikuje, chociaż jest ona też wyznacznikiem mniejszości białoruskiej, co stwarza istotne podobieństwo, a tym samym swego rodzaju tarcia w naszym województwie.

Te tarcia są tym bardziej widoczne, że Ukraińcy i Białorusini odwołują się do tego samego etnosu…

— Występują również różnego rodzaju zaszłości historyczne, połączone z polityką władz PRL-u. Jeszcze do dzisiaj pokutuje na Podlasiu mit prawosławnego Białorusina — przekonanie, że wszyscy prawosławni to Białorusini. Z jednej strony może to sugerować bliskość Białorusi jako państwa, ale badania językoznawców czy historyków mówią o tym, że ludność południowej części woj. podlaskiego posługuje się gwarami języka ukraińskiego, a osadnictwo przyszło z południa, czyli z Rusi Kijowskiej, a nie z północy, czyli z Białorusi. Z drugiej jednak strony ma tutaj wpływ to, że w okresie PRL-u wszyscy prawosławni mieszkańcy Podlasia byli uznawani za Białorusinów, rozwijano szkolnictwo dla mniejszości białoruskiej, która była jedną z tych niewielu mniejszości akceptowanych w pewnych granicach przez władze Polski Ludowej. Dopiero po odzyskaniu suwerenności politycznej można było konstruować czy zakładać inne związki mniejszościowe i właśnie wtedy nastąpiło oficjalne pojawienie się Ukraińców Podlasia. Na pytania: kim jestem, kim się czuję, za kogo się uważam, kim byli moi dziadowie, rodzice, często nieświadomi swego pochodzenia, jako pierwsze starały się odpowiedzieć osoby, które uzyskiwały wyższe wykształcenie. Tutaj też trzeba powiedzieć, że to właśnie ze zdobywaniem wyższego wykształcenia bardzo często jest związane szukanie odpowiedzi na pytanie o własne pochodzenie. I to na to pytanie starały się odpowiedzieć pierwsze generacje mniejszości ukraińskiej w województwie podlaskim, które stały się grupą niezbędną dla odtworzenia tej tożsamości w województwie podlaskim, czyli elitą narodotwórczą. To te osoby miały owe dylematy tożsamościowe, o których wspominam w tytule swojej książki, czyli zastanawiali się czy są Białorusinami, Polakami czy Ukraińcami, szukali odpowiedzi na pytania związane z własną tożsamością. I dla nich odpowiedź na te pytania pojawiła się po przeczytaniu „Atlasu gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny”, po zaznajomieniu się z książkami historycznymi, językoznawczymi. I dlatego dzisiaj na pytanie „kim jesteś” udzielają odpowiedzi, że są Ukraińcami w województwie podlaskim.

Obecnie mniejszość ukraińska ma swoją organizację, która częściowo zapewnia autonomię w ramach Ukraińców w Polsce. Trzeba powiedzieć, że działa ona bardzo prężnie zarówno na polu edukacyjnym, jak i kulturowym, przez co staje się widoczna na tle innych mniejszości naszego województwa.

Jest to też na pewno jedyna mniejszość, która — biorąc pod uwagę diagnozy społeczne, spostrzeżenia socjologów oraz badania Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań — rośnie w siłę, zdobywa świadomych członków. Trudno tu mówić o dużych, powalających liczbach, ale i u nas, w województwie podlaskim, generalnie jest coraz mniej ludzi. Też bardzo ciekawa rzecz, że jest to w dużej mierze mniejszość narodowa rekrutująca się z w pełni świadomych członków, którzy sami doszli do tej swojej tożsamości. Bardzo często nie była im ona dana z urodzenia, ale sami musieli się zastanowić, dojść do tego, kim są. Dlatego też duża część z tych osób, o czym wspomniałem, legitymuje się wyższym wykształceniem.

Warto tu podkreślić, że w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z tożsamością płynną, zmienną. Dawniej, człowiek się rodził i przejmował rolę, tożsamość od rodziców i żył w niej przez całe życie. Dziś bardzo często jest to zmienne, płynne, choćby poprzez emigrację, wyjazdy. Ludzie poszukują dziś swoich korzeni, zastanawiają się nad swoim pochodzeniem, zwłaszcza w sytuacjach, gdy widzą, że pewne cechy odróżniają ich od „większości”. Nie jest też powiedziane, że ludzie, którzy żyją na jednym terenie, będą mieli całe życie jedną tożsamość. Dlatego w tym kontekście pojawienie się tożsamości ukraińskiej jest dość ciekawe.

Oczywiście, jeżeli mówimy później o dzieciach obecnych Ukraińców, to na pewno sprawa ma się inaczej, jest tak jak w przypadku każdej innej grupy, może ona dalej się rozwijać ale może też ulec asymilacji, wszystko zależy od warunków, jak i zaangażowania samych zainteresowanych. Faktem jest jednak, że proces tworzenia tożsamości ukraińskiej w województwie podlaskim na pewno jest ciekawy i też porównawczo charakterystyczny pod wieloma względami dla państw demokratycznych, w których jest więcej wolności obywatelskiej, w porównaniu na przykład z poprzednim systemem politycznym w Polsce. Dlatego też w swoim doktoracie czy książce, która powstała na podstawie tej pracy naukowej, staram się odwoływać do innych procesów, które analogicznie w Polsce zachodzą, czyli choćby odtwarzania mniejszości śląskiej, kaszubskiej czy wielu innych grup, jak np. Warmiacy, Mazurzy. Są to mniejszości, o których wcześniej nie pamiętano. Dzisiaj, po przemianach społeczno-demokratycznych w Polsce, ludzie bardzo często zadają sobie pytania: „skąd jestem”, „skąd pochodzę”. Demokracja dała nam możliwości i wolność wyboru, z której wiele osób korzysta. Uważam, że to bardzo dobrze, w końcu przecież dążymy do społeczeństwa obywatelskiego, w którym to obywatele decydują, biorą sprawy w swoje ręce i robią to świadomie. Uważam, że pielęgnowanie własnych tradycji, własnej kultury, gwary, która bardzo często zanika, jest bardzo cenne i może nam przynieść jedynie plusy, czy ze względów kulturowych, historycznych, czy edukacyjnych, bo powinniśmy w końcu naszą młodzież wychowywać w duchu tolerancji, uczyć tego, że nie wszyscy są tacy sami, a inność nie dotyczy tylko i wyłącznie imigrantów, ale też naszych autochtonicznych przedstawicieli tych ziem, którzy są tutaj od wieków.

Kim jest dziś przeciętny Ukrainiec na Podlasiu?

— Kim są dzisiaj Ukraińcy Podlasia? Jeżeli chodzi o osoby, które rozpoczynały ten ruch, na pewno są to osoby dobrze wykształcone, w średnim wieku, które identyfikują się z gwarą, religią prawosławną oraz pochodzą z terenu między Bugiem a Narwią. Z tego, co widzę, są to bardzo często osoby aktywne, działające na rzecz tej mniejszości. Jak w każdej grupie, jest też dosyć spora grupa osób, można by powiedzieć, albo nie w pełni identyfikujących się z tą mniejszością, albo identyfikujących się oficjalnie tylko przy jakichś spisach narodowych itp., czyli grupa „sympatyków” ruchu. Na pewno jednak nie możemy odgórnie, tak jak chciałoby wielu działaczy zarówno polskich, jak i białoruskich, ukraińskich zapewne też, zaliczać całą ludność, która zamieszkuje jakiś teren, ale nie jest świadoma swoich korzeni czy swojej tożsamości, do tej a nie innej grupy narodowej.

Dzisiaj, jakbyśmy patrzyli na tę strukturę, tak mi się przynajmniej wydaje, jest też dosyć spora liczba osób młodych, zaangażowanych w ruch związany ze szkolnictwem, wydarzeniami kulturalnymi, zespołami muzycznymi, ogólnie działalnością kulturalną, muzyczną. Prowadząc badania, poznałem wiele osób w wieku studenckim, wtedy jeszcze licealnym, oraz miałem przyjemność przyjrzenia się rozwojowi dzieci w duchu ukraińskości podlaskiej, czyli pielęgnowania tej tutejszej kultury w przedszkolu czy szkole. Wydaje mi się w związku z tym, że jakbyśmy przejrzeli strukturę, ten ruch ma przed sobą przyszłość. Oczywiście trzeba mierzyć siły na zamiary i też nie będę opowiadał, że rozwinie się on na tyle, iż będziemy mieli milion członków. Bardzo pozytywne jest jednak to, że ten ruch istnieje, jest widoczny i będzie się rozwijał. Uważam i myślę, że moje badania w dużej części to potwierdzają, a kolejny narodowy spis powszechny pokaże wzrost liczby członków co najmniej o kilka — kilkanaście do kilkudziesięciu procent, co jak myślę, jest bardzo dużym sukcesem, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że województwo podlaskie w ostatnich latach nie było atrakcyjnym regionem migracji i raczej się wyludnia. Ludność, zwłaszcza przedstawiciele młodego pokolenia, wyjeżdża, asymiluje się, a osoby starsze po prostu odchodzą i to już widać po malejącej liczebności mniejszości zarówno białoruskiej, jak i litewskiej, czyli tych dwóch do tej pory przodujących w województwie podlaskim.

Odpowiadając na pytanie, kim są Ukraińcy Podlasia, to trzeba powiedzieć, że w dużej mierze są to mieszkańcy miast naszego województwa, rzadziej wsi. Choć oczywiście zmiany są możliwe. Pojawienie się ruchu ukraińskiego to tendencja związana z migracją ludności do miast. Jak nadmieniałem, bardzo często te pierwsze osoby czy liderzy ukraińskiego ruchu narodowego mają wyższe wykształcenie, które zdobywali w większych miastach, i dziś mieszkają w miastach.

Obecnie dwoma ośrodkami tego ruchu są Bielsk Podlaski i Białystok. Myślę, że w tych dwóch miastach żyje i funkcjonuje największa liczba osób deklarujących się jako Ukraińcy, pochodzących jednak ze wsi. Zresztą, w województwie podlaskim każdy z nas ma korzenie wiejskie i pochodzi głównie ze wsi województwa podlaskiego i z tymi korzeniami się na pewno identyfikuje.

To, że ci ludzie funkcjonują najczęściej w miastach, jest widoczne. Jest to związane choćby z edukacją — dzieci uczą się w miastach, w miastach powstają szkoły, gdzie — tak jak w Bielsku Podlaskim — umożliwia się naukę języka ukraińskiego w przedszkolu czy szkole. Uważam to zresztą za bardzo pozytywny aspekt w rozwoju tego ruchu.

Wspomniał Pan, że pisząc tę pracę, zastanawiał się, czy Ukraińcy Podlasia są narodem kulturowym.

— Temat mojej pracy to „Procesy tworzenia się (konstruowania) małego narodu (kulturowego) na przykładzie mniejszości ukraińskiej w województwie podlaskim” i taka była teza. Jak zacząłem przyglądać się tej kwestii, zanim jeszcze pojechałem na badania, by przeprowadzić wywiady pogłębione z członkami ruchu ukraińskiego, to na pierwszy rzut oka podlascy Ukraińcy spełniali wszystkie kryteria narodu kulturowego. Jedną z podstaw, na których się opierałem, był statut Związku Ukraińców Podlasia, gdzie jasno określono, że podlascy Ukraińcy są autochtoniczni, czyli pochodzą z tych ziem, identyfikują się z terenem między Bugiem a Narwią, czyli posiadają swoją własną „małą ojczyznę”, z którą są silnie związani, mają świadomość tego, że są inni, czyli mają poczucie odrębności wobec większości oraz Białorusinów, czują solidarność wewnętrzną, oprócz tego skupiają się na pielęgnacji kultury miejscowej, są zinstytucjonalizowani, czyli mają organizację, która ma bronić ich interesów, ale nie angażują się w politykę i nie dążą do tworzenia własnych bytów politycznych. Było to zgodne z cechami narodu kulturowego. Badania jednak pokazały, że pierwszy pogląd trzeba było weryfikować, bo okazał się on błędny. Wyszło więc na jaw, że Ukraińcy Podlasia są częścią mniejszości ukraińskiej w Polsce, a nie jakimś odrębnym bytem. Nie mają ambicji, żeby się odrywać od mniejszości ukraińskiej w Polsce jako całości i tworzyć odrębnych struktur, zwłaszcza że — co podkreślano wywiadach — mają już autonomię i mogą podejmować nieco inne ruchy niż reszta Ukraińców w Polsce. Z drugiej strony to, że podlascy Ukraińcy są częścią mniejszości ukraińskiej w Polsce, daje większe możliwości działania. Trzeba tu też zwrócić uwagę na polskie prawo. Jeżeli jesteśmy uznani za mniejszość narodową, to mamy więcej możliwości rozwoju oraz większe prawa, niż przykładowo, gdybyśmy byli uznani za naród kulturowy, który w ogóle nie jest opisany i nie istnieje w naszym prawie. Ten problem w terminologii mają choćby Ślązacy, którym sąd odmówił uznania za mniejszość narodową. Zadając to pytanie, czy może to być naród kulturowy, zastanawiałem się głównie nad religią jako jednym z podstawowych wyróżników mniejszości ukraińskiej na Podlasiu oraz nad tym, co bardzo często akcentowano w wywiadach — że Ukraińcy Podlasia odróżniają się od reszty Ukraińców w Polsce, ponieważ nie objęła ich akcja „Wisła”, która na południe od rzeki Bug już zbierała swoje żniwo. Jest to jedyna lub jedna z niewielu grup ukraińskich w Polsce, która jest autochtoniczna, czyli nikt jej nie przesiedlał przez setki lat. Mimo to można dziś powiedzieć na pewno, że nie jest to naród kulturowy. Wiąże się to zarówno z czynnikami politycznymi, czyli grupa ta nie wyraża potrzeby autonomii, przynajmniej sami zainteresowani tak twierdzą. W dodatku Ukraińcy Podlasia nie czują się kimś odrębnym tożsamościowo i na pytanie „kim jestem?” najczęściej odpowiadają, że Ukraińcem Podlasia albo Ukraińcem w województwie podlaskim. Nie ma więc potrzeby identyfikowania się z innym narodem niż naród ukraiński czy tworzenia jakiejś swojej własnej odrębnej tożsamości, małej tożsamości grupowej, choćby jak Łemkowie.

Jak została odebrana Pana książka?

— Książka została przyjęta bardzo pozytywnie przez większość badaczy tożsamości czy przemian społecznych w Polsce. Miałem przyjemność być na konferencji zarówno na południu kraju, w Krakowie, gdzie padały pytania o porównywanie tego zjawiska do kwestii tożsamości śląskiej, jak też i u nas. Byłem też na konferencji w Rudzie Śląskiej, gdzie mówiłem o dylematach tożsamościowych, które mamy w województwie podlaskim. Z wielu moimi kolegami żywo dyskutowaliśmy o tym, w którym kierunku będzie zmierzać ruch ukraiński.

A dlaczego Pan zainteresował się tym tematem?

— Odpowiedzi jest wiele i zdążają one w kilku kierunkach. Po pierwsze, myślę, że bardzo ważną rzeczą jest to, iż sam pochodzę z południowej części województwa podlaskiego. Było to więc zgodne z moimi zainteresowaniami, czy też pytaniami, które sam sobie zadawałem. Chodziło więc o kwestię rozumienia samego siebie, czyli własnej tożsamości. Po drugie, czytając inne prace naukowe — i tutaj bardzo duży ukłon w kierunku mojego promotora, profesora Andrzeja Sadowskiego, który podsunął mi wiele publikacji — zwróciłem uwagę na to, że w ostatnich dekadach zaszło wiele zmian w zachowaniach obywateli Polski, ich postrzegania siebie i własnej tożsamości etnicznej i narodowej. Bardzo wyraźnie pokazały je kolejne spisy powszechne. Otóż ludzie w pewnym momencie na skalę wręcz masową zaczęli się zastanawiać, skąd pochodzą, kim są, kim byli ich przodkowie i to nie tylko w województwie podlaskim, ale też na Śląsku, Pomorzu, nawet na Mazurach i w innych częściach Polski. W tym aspekcie zwróciłem uwagę na rodzącą się przez wiele lat grupę Ukraińców w województwie podlaskim. Do tej pory nikt naukowo nie podejmował prób jej zbadania, a ja z jednej strony spoglądając z tego szerszego kontekstu naukowego i obiektywnego, a z drugiej — z tego węższego, osobistego, subiektywnego chciałem to zrobić. Zresztą, wagę tych badań potwierdził fakt, że dostałem dofinansowanie z Narodowego Centrum Nauki. Te badania zostały uznane za dosyć istotne, za podstawowe, ponieważ nikt do tej pory ich nie przeprowadzał, i z których nasze nauki społeczne, humanistyczne, mogą coś wynieść. Mogę tu dodać, że ciągle się tym tematem interesuję. Na przykład we wrześniu na Uniwersytecie w Białymstoku będzie organizowana konferencja, na której zostanie podjęta ta tematyka. Pojawią się więc kolejne publikacje. Napisaliśmy też kolejne projekty badawcze, zobaczymy, może przejdą.

Chcielibyśmy w przyszłości zrobić badania porównawcze między różnymi częściami Polski czy nawet badania transgraniczne, czyli porównać ludność zamieszkującą obie strony granicy — polskiej i białoruskiej, polskiej i ukraińskiej. Myślę, że byłoby to dosyć ciekawe.

— Zwłaszcza na ziemi brzeskiej, gdzie podobne dylematy tożsamościowe ma ludność ukraińskojęzyczna…

— Dokładnie. Byłoby to bardzo ciekawe, jednak badania te wymagają dosyć istotnych funduszy i pogłębienia współpracy między uczelniami. Istnieją też kwestie polityczne. Jak mówiłem, system autorytarny, z jakim mamy do czynienia na Białorusi, nie sprzyja zadawaniu pytań: „kim jestem”, „skąd pochodzę”. Jest to dla wielu osób problemem. W Polsce powiew wolności, demokracja w wielu aspektach sprawiły, że można było z jednej strony zadawać sobie te pytania, a z drugiej swobodnie na nie odpowiadać. Oczywiście, żaden system polityczny, nawet nasza polska demokracja, nie jest idealny. Uważam, że w wielu aspektach potrzebna jest szersza edukacja od najwcześniejszego szczebla, uczenie młodych ludzi tolerancji, współpracy. To jest najważniejsze.

Jeśli chodzi o postrzeganie dzisiejszej sytuacji, widać, że wiele osób w wieku średnim widziało bardzo istotną różnicę w zachowaniach społecznych czy w zachowaniach w sferze publicznej przedstawicieli mniejszości ukraińskiej w województwie podlaskim. Wiele osób mówiło o tym, że jak byli młodzi w latach 80. czy jeszcze 90., to niekoniecznie wprost wyrażali swoją ukraińskość na zewnątrz. Z kolei dzisiejsze pokolenie ludzi młodszych bardzo często ani się nie boi — choć to duże słowo — ani się nie wstydzi wyrażania tej swojej ukraińskości, bardzo często rozmawia między sobą na ulicy w języku ukraińskim. Uważam, że jest to bardzo pozytywne, zwłaszcza, że — jak już podkreślałem — trzeba pielęgnować te kultury, które od zawsze u nas były, bo to tylko wzbogaca nasz region i naszą własną kulturę.

Dziękuję za rozmowę.

«Над Бугом і Нарвою», 2015, № 4, стор. 19-22.

Na zdjęciu: Dr Andrzej Nikitorowicz podczas II Podlaskiej Ukraińskiej Konferencji Naukowej „Kultura i język Podlasia w ciągu stuleci” (Bielsk Podlaski, 16 listopada 2018 r.). Fot. Ju. Hawryluk

Залишити відповідь

Ваша e-mail адреса не оприлюднюватиметься.