Podlaskie paradoksy oczyma kijowskich etnologów
Podlaskie paradoksy oczyma kijowskich etnologów
Latem 1997 r. na Północnym Podlasiu prowadziła badania terenowe ekspedycja etnograficzna Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki, w której skład wchodzili doktor nauk historycznych Walentyna Borysenko, laborant Katedry Etnologii i Krajoznawstwa Oleg Wojcechiwski oraz aspirantka Instytutu Sztuki, Folklorystyki i Etnologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy Natalia Styszowa. Celem ekspedycji było zbieranie materiału etnograficznego w regionie. W ciągu dwóch tygodni zebrano dosyć interesujący materiał etnologiczny związany z obrzędowością poszczególnych pór roku, weselem, życiem rodzinnym. Zapisy dokonano w takich miejscowościach, jak Hajnówka, Kleniki, Stary Kornin, Czyże, Mielnik, Widowo, Orzeszkowo, Puciska, Dobrywoda, Czeremcha i Grabarka. Badacze interesowali się także stanem tożsamości etnicznej mieszkańców tych wsi i miasteczek. Informacje, które uzyskali od swoich rozmówców, jeszcze raz potwierdziły paradoksy, będące następstwem dokonywanych tu w okresie powojennym prób przekonania prawosławnych Podlaszan do zaprojektowanej przez „władzę ludową” wizji stosunków narodowościowych w naszym regionie. (jh)
Miejscowości, w których zbieraliśmy materiały folklorystyczno-etnograficzne, są zwarcie zamieszkane przez ludność ukraińską, z dobrze zachowanym ukraińskim językiem, zwyczajami, obrzędami, przy znacznej jednak utracie swojej tożsamości narodowej, z rozmytą świadomością. Często miesza się tutaj pojęcie narodowości z przynależnością religijną.
Ludność ukraińska tego regionu często nazywana jest Białorusinami. Po II wojnie światowej Ukraińcom zaczęto narzucać w szkołach (oprócz polskiego) język białoruski, który, jak mówią sami zainteresowani nam ne do rozboru (niezrozumiały), trudny… Z tego powodu interesująca jest publikacja Mikołaja Hajduka „Na niwie aswiety” w białostockim kalendarzu białoruskim na 1982 r., który pisze o szkole podstawowej w Hajnówce, gdzie nauczyciele bardzo dbają o to, aby „Białorusini” uczyli się języka „ojczystego”, ale wiele z dzieci nie chce chodzić na lekcje języka białoruskiego. Na zakończenie autor cytuje słowa wieloletniej nauczycielki języka białoruskiego Olgi Andrejuk, która skarży się, że jest bardzo ciężko pracować, „bo chociaż dzieci pochodzą z białoruskich rodzin, ale zaczynając naukę w szkole, niestety, nie umieją mówić po białorusku”. Rozmawialiśmy z tymi dziećmi i okazało się, że bardzo dobrze mówią po ukraińsku, miejscową gwarą — tą „prostą”, „naszą”, tak jak ich rodzice i dziadkowie. Więc jak i kiedy stały się one Białorusinami? Zajrzeliśmy i do wiejskiej biblioteki. Znajduje się tam literatura w języku polskim, rosyjskim i białoruskim, ale nie ma żadnej książki po ukraińsku.
Niezrozumiała jest ta „wstydliwość” polskich i białoruskich badaczy, którzy piszą o języku „prostym”, udając, że nie rozumieją, iż jest to język ukraiński. Publikując pełen głębokiej treści filozoficznej wiersz znanego malarza z Południowego Podlasia Wasyla Albiczuka „Rik 1947”, zaznaczono, że napisany został w „prostym” języku.* Ten nasz „prosty” język trudniej rozszyfrować niż język plemion Majów, jeżeli podejść do niego tendencyjnie! Tylko polski historyk-etnolog R. Reinfuss w swoim artykule o sztuce ludowej woj. białostockiego obiektywnie pisał, że na wystawie sztuki ludowej w Krakowie niesłusznie zaliczono całą ludność tego terenu do Białorusinów, „gdyż okolice Kleszczel, skąd pochodziła eksponowana ceramika, czy Hajnówka, skąd pochodziły na wystawie tkane wyroby ludowe, według językoznawców nie należą do obszaru białoruskiego, lecz ukraińskiego”.**
I oto jesteśmy znowu w sławetnej Hajnówce.*** Siedzimy pod chatą na podwórzu porosłym sporyszem. Trafiliśmy na dobrych informatorów, znawców obrzędowości ludowej. Zapisujemy obrzęd weselny od 65-letniej kobiety, która mówi po ukraińsku, ale twierdzi, że jest Białoruską. Pięknie opowiadała o weselu, jak swatano, jak niegdyś mniali (miesili) korowaj, jak perepiwali. Jak w sobotę panna młoda chodziła ze swoją nową rodziną do matki na hostinu. Na zakończenie długiej opowieści zapytaliśmy ją, czy nas rozumie, czy mówimy tak jak ona, na co odpowiedź była twierdząca: Tak, wy howoryte po-naszomu, tuolki buolsz twerdo. W jakim więc języku rozmawiamy? — było nasze pytanie. Na to kobieta tak soczyście po-naszomu odpowiedziała: Choroba joho znaje, szto to za mowa!
Babcia ze wsi Stryki (koło Bielska) dopytywała się, skąd jesteśmy. Gdy powiedzieliśmy, że z Kijowa, nie wierzyła. — A de ż to wy tak po-naszomu nauczylisia howoryti? Wy tak howoryte, jak my tut, słowo w słowo. Pewno wy tut i żywete. Na pytanie, czy jest Ukrainką, odpowiedziała: Nie, tutejsza. My howorymo po-prostomu, bez wykrutasuow, zwyczajnie. My biłorusy.
Pytaliśmy takich Białorusów, czy znają mowę białoruską i odpowiedź zawsze była jednakowa: Nie, nam wona ne do rozboru, to za Narwoju howorat po biłoruśku, tam dziekajut…
Pracujemy we wsi Czyże. Nadzwyczaj malownicza duża podlaska wieś. Wszędzie słychać język ukraiński. Ładna cerkiew. Wszyscy są tutaj prawosławni, katolików nie ma. Spotykamy bardzo sympatyczną kobietę Olgę Adamczuk. Wypytujemy. — Ja ne znaju, chto ja je… ne biłoruska, i ne polka… I mowa, znajete, ne wiedomo jakaja, bo my po-biłoruśki ne howorymo, po-biłoruśki to sowsiem inaczej, nu i po-puolśki ne tak howorat. Tut katoliki z inszych siuoł howorat na nas, szto my ukrajinci, ale my ne wiedajemo po-jakomu howorymo.
Wtedy pytamy, czy nas rozumie. Pani Olga odpowiada: A czomu ż nie, ja rozumieju, ja wsio rozumieju. Wy troszki inaksz, ale po-naszomu howoryte. Ukraińskiej szkoły tu oczywiście nie ma, ale we wsi słyszeliśmy wyłącznie język ukraiński.
Rozmowa z młodą kobietą z Orli świadczyła o tym, że młodsze pokolenie ma wątpliwości co do swojej narodowości „białoruskiej”. Na zapytanie o narodowość odpowiedziała po namyśle: My prawosławny. Nas liczat biłorusami… Ale toho roku pryjiżdżali do nas z miesta Ruownoho spiwaty. Tak chorosze po-naszomu spiwali… My howorymo wdoma z czołowiekom: „Chto my je? Nasza mowa buolsz do ukrajinśkoji podobna…”.
W Starym Korninie przyjmowano nas bardzo gościnnie — u nich odpust na święto Hanny (7 sierpnia). Dobrze zachowany jest język ukraiński, ale nazywają go „prostym”, „swoim”, „naszym”. Rozumieją, że ich mowa bardziej zbliżona jest do ukraińskiej, ale mimo wszystko: My prawosławny, ne ukrajinci. A niektórzy szczerze przyznają: My ne znajemo, chto my. My ne polaki…
W niektórych miejscowościach (Dobrywoda, Kleszczele) byli i tacy, którzy nazywali siebie Ukraińcami.
Ukraińska ludność Podlasia zachowuje swoje pradawne tradycje, zwyczaje, stara się przestrzegać obrzędów, pamięta wiele pieśni (weselnych, rodzinno-bytowych, żniwnych, obrzędowych, lirycznych, czumackich, a także kolęd, „wesnianek”, „rohulek”).
Pieśni ukraińskie nie są obojętne także pewnej części młodzieży. Potwierdził to festyn, który odbywał się w Mielniku (sierpień 1997 r.) na brzegu Bugu pod nazwą „VII Muzyczne Dialogi nad Bugiem”. Wzięły w nim udział zespoły folklorystyczne nie tylko podlaskie, ale też z Ukrainy. Festyn ten stał się już tradycją i odbywa się na Północnym Podlasiu od 1991 roku.
Z czasem ogół materiału uzyskanego podczas ekspedycji przeprowadzonej w 1997 r. zostanie opublikowany. Posiada on znaczną wartość naukową z punktu widzenia badań nad stanem zachowania autentycznej kultury etnicznej Ukraińców tego najbardziej na zachód wysuniętego regionu. Może służyć poznaniu wzajemnych wpływów ukraińsko-polsko-białoruskiego pogranicza, studiów nad archaicznymi składnikami tradycyjnej kultury słowiańskiej, a także zrozumieniu zjawiska trwałości etnokultury Ukraińców w warunkach bezwzględnej polityki wynarodowienia, przekształcania samoświadomości etnicznej, jej rozmycia i niedookreślenia z jednej strony, a z drugiej — wyraźnego wyobrażenia o tym, że są oni odmienni, inni niż Polacy, Białorusini. Wiara i mowa, zwyczaje, obrzędy okazały się trwałymi wskaźnikami poczucia własnej odrębności, o czym świadczą materiały naszej ekspedycji etnograficznej.
Wałentyna BORYSENKO
Ołeh WOJCECHIWŚKYJ
Natala STYSZOWA
Tytuł pochodzi od redakcji
* C. Wrębiak, Bazyli Albiczuk 1909-1995, Biała Podlaska 1996, s. 30.
** „Polska Sztuka Ludowa”, 1961, nr 3, s. 131.
*** Chodzi tu zapewne o nadal zachowujące wiejski charakter ulice będące wcześniej oddzielnymi wsiami.
«Над Бугом і Нарвою», 2000, № 3, стор. 20-21.


